poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Nauczyłam się cię akceptować.
Bo jesteś częścią mnie.
Przy tobie jestem sobą.
Nie boję się już.

Bo ty jedyny jesteś zawsze przy mnie.

niedziela, 2 sierpnia 2015

Nie-walka

Dokąd przed nią wciąż uciekasz?
I czemu myślisz, że to Twój serdeczny wróg?
Ona, jak wierny pies, za progiem domu czeka
Byś do niej wracał z najdalszych dróg

Niekochana, niepotrzebna
Tak łatwo może ją zastąpić byle kto
Lecz kiedy lęk nie daje zasnąć
Ona jedna czuwa przy Tobie w bezsenną noc

To ona, siostra łagodna
Twój anioł ciszy, Twój cień
Spokojna przystań i otchłań
Jest lustrem, źródłem i snem

To ona, Twoja samotność
Jej adres, Ty jeden, znasz
Zostanie z Tobą do końca
Jest wszystkim, wszystkim, co masz

W labiryncie tego świata
W jego szaleństwie i okrutnych z nami grach
Łatwo się zgubić, łatwo sprzedać diabłu duszę
Za każdym rogiem czai się strach

Czego szukasz w zgiełku, w tłumie?
Kto Cię wysłucha, poda rękę w chwili złej?
Kto Cię pocieszy, kto rozgrzeszy, kto zrozumie?
Tylko samotność, zaufaj jej

To ona, bliższa niż myślisz
Jej adres, Ty jeden, znasz
Zostanie z Tobą do końca
Jest wszystkim, wszystkim, co masz

To bez niej jesteś wędrowcem
Co zgubił się w gąszczu dróg
Na końcu świata Cię znajdzie
Byś wrócić do siebie mógł

To ona, Twoja samotność
Twój anioł ciszy, Twój cień
Spokojna przystań i otchłań
Jest lustrem, źródłem i snem

http://www.samotnosc.net/niewalka.html

sobota, 11 października 2014

Czemu rodzice krzyczą na dzieci i się denerwują?
Bo się martwią.
Nie jesteśmy w stanie tego zrozumieć do puki sami nie będziemy się o kogoś naprawdę martwić.

czwartek, 25 września 2014

A we mnie samym wilki dwa
Oblicze dobra, oblicze zła
Walczą ze sobą nieustannie
Wygrywa ten którego karmię 


piątek, 1 sierpnia 2014

Noc nadleciała czarną sową
I nie rozbłysłą żadna z gwiazd.
Stanęła w oknie moja mama,
Z niebieskich oczu spływa łza

Jak spowolniałe owiec stado
Wloką się ciemne czarne chmury
I spływa ulicami smutek -
Zmęczone miasto, ludzie, mury.


W szyby gwałtownie deszcz zacina,
jak gołąb co w pułapkę wpadł.
Głucho się zali tępym płaczem,
W pokoju uwięziony wiatr.


Stanęła w oknie moja mama,
Zwraca ku nocy twarz...
Z załadowanym karabinem
W okopie syn jej pełni straż.


Noc nadleciała czarną sową
I nie rozbłysła żadna z gwiazd.
Kroplami w szyby deszcz zacina
I po łzie spływa kroplą łza.


Znienacka terkot kulomiotu
Tnie ciszę ostro tak jak nóż.
Zadrżała mama przy okienku,
Zabłysły łzy w kącikach ócz.

piątek, 11 lipca 2014

Siedziała na niewielkim pagórku w parku. Po alejkach spacerowało parę osób ale ogólnie było spokojnie i cicho. Westchnęła i objęła rękami kolana. Spojrzała na niebo które zalewało się pomarańczową poświatą. Zbliżał się zachód. Powinna wracać do domu ale jakoś nie mogła się ruszyć. Nie chciała. Tu było jej dobrze. Wiedziała że jeśli będzie zwlekać zbyt długo nastanie noc. A tego chyba nie chciała bardziej niż powrotu.