Nie wiedziałem dlaczego tak się stało. Ale jednego byłem pewien: nic już nie będzie takie jak dawniej. Stałem pośrodku pustego pokoju… Nic po sobie nie zostawił. Ruszyłem do innych pokoi. Nie tu także nie... I w tym też… Upewniłem się także że okna są szczelnie zamknięte. Doszedłem do kuchni… O..! Jednak coś zostawił… W szafce ciągle stał jego ulubiony kubek. Uniosłem go delikatnie. Prosty bez żadnych zdobień… Łup. Ups… Mówi się trudno… Patrzyłem beznamiętnie na popękane skorupy. Przypominały moje dawne życie… Teraz w tej chwili… Zerknąłem na kuchenkę. Tak to najlepsze rozwiązanie. Powoli odkręciłem wszystkie zawory… Tak nie żałuje… Nie mam czego… Powietrze jest coraz cięższe… Zapalniczka jakby sama pojawiła się w mojej dłoni… Trzaśnięcie drzwi wejściowych… Jakiś krzyk… Ukochana twarz… Ale to…
-Już bez znaczenia… - mówię zapalając zapalniczkę.
19.10.2012
Sztylet
Życie straciło sens. Kwiaty pokrywały całą płytę grobu. Wszyscy którzy byli dla mnie ważni odeszli. Już nigdy nie powrócą. Moi rodzice, moje rodzeństwo, moi przyjaciele. A teraz mój ukochany razem z naszym małym synkiem. Zostałam sama. Wszyscy się ode mnie odwrócili. Ciągle słyszę ich głosy: „Przeklęta, przeklęta!", „Wszyscy zawsze giną a ona zawsze wychodzi bez szwanku.", „To na pewno czarownica!". Życie jest okrutne. Ludzie są okrutni. Bóg nie istnieje. Gdyby istniał pozwoliłby bym tak cierpiała?! Co zrobiłam nie tak?! Czym zawiniłam?! Jeśli uczyniłam coś wbrew jego woli to czemu ukarał ich a nie mnie?! Tak bardzo za nimi tęsknie…
- Choć do nas… Choć. Już zawsze będziemy razem.
Słyszę ich. Ich wszystkich. Na grobie znikąd pojawił się sztylet.
- Choć…
- Tak, już idę… Już nigdy was nie opuszczę…
Następny dzień, Londyn, godziny poranne
Ludzie spieszący się do swoich spraw. Matki z dziećmi, rzemieślnicy, służba, parobkowie. Wszyscy podążający do swojego celu. A wśród nich gazeciarz z naręczem gazet. Wymachuje jednym egzemplarzem nad głową i krzyczy próbując przebić się przez gwar:
- Samobójstwo arystokratki na miejskim cmentarzu! Samobójstwo arystokratki na miejskim cmentarzu! Kupcie i przeczytajcie! Tylko 15 pensów! Samobójstwo…
7.01.2013
Skakanka
Ostatni krzyk. Trzaśnięcie drzwi. Powoli osuwam się po drzwiach… Znowu! Znowu! Znowu go faworyzują. Przez calutki dzień pomagałam matce. Prasowałam, wycierałam kurze, poszłam z nią na zakupy, do babci… A mój koooochany braciszek calutki dzień przeleżał na kanapie i nawet dupy nie ruszył. Booo pooo cooo…? I kto dostał pochwałę? Oczywiście on! Jak ja na chwilę usiadłam żeby sobie poczytać to oczywiście dostałam opieprz że muszą na mnie z ojcem czekać… Oczywiście! Gdzie jest sprawiedliwość?! Cholera jasna gdzie?! Po co ja żyję? Robię im tylko za służbę… Równie dobrze mogę umrzeć….
Podnoszę się powoli z podłogi. Podchodzę do jednej z szafek. Trzymam tu zabawki z dzieciństwa z którymi jednak nie potrafię się rozstać. Wyciągam z niej skakankę. Przeciągam pufę na środek pokoju i ściągam z haczyka zamocowanego w suficie dużego, wiszącego kwiatka. Robię na skakance pętle a drugi jej koniec przywiązuję do haczyka. Wytrzyma..? Musi. Przekładam głowę przez pętle, wzdycham i zeskakuję z pufy. Ostry ból w szyi a potem już tylko ciemność…
28.03.2013
Lilia
Noc. Drzewa wyginające się na wietrze wyglądały jak groteskowe postacie próbujące uchwycić jadący leśną, wąską drogą samochód. Chłopak prowadzący pojazd rozglądał się nerwowo dookoła. Co jakiś oglądał się przez ramię na leżące na tylnym siedzeniu bezkształtną masę. Tak ona musiała umrzeć. Nie miała prawa żyć. Nawet sama tego nie chciała. Ile razy powtarzała że nie chce żyć? Już nie pamiętał. Nie, nie może mieć z tego powodu wyrzutów sumienia.
Droga kończyła się przy niedużej polance. Na jej środku znajdował się niewielki stawek. Na jego powierzchni unosiły się lilie wodne. Wokół słychać było żaby. Chłopak zatrzymał samochód niedaleko wody. Wysiadł, otworzył tylne drzwiczki i zaczął wyciągać bezwładne ciało. Tak tu nikt jej nie znajdzie. Nikt tu nie przychodzi. Nikt się nie dowie. Ciało z pluskiem zanurzyło się w wodzie i opadło powoli w czarne odmęty…
Kilka lat później
- Szybciej chłopaki, szybciej! Musimy osuszyć to bagno. W przyszłym tygodniu chcą już wylewać fundamenty. Musimy to zrobić jak najszybciej.
- Spoko szefie! A nie zdążyliśmy kiedyś?
- Nie ale ostatnio macie lenia więc wole się upewnić.
- Aaaaaaaaaaa!!!
- Co jest młody? Żaby się przestraszyłeś?
- Sz-szkielet!
- Pewnie jakiegoś zwierzaka! Niedawno był tu las…
- N-nie! L-ludzki..!
- Co ty głupoty gadasz! … O mój Boże…
Z mokrej ziemi wystawały pojedyncze kości i fragment czaszki.
15.05.2013
Kruk
Młoda kobieta szła powoli polną drogą. Parę metrów przed nią biegł jej synek, oczko w jej głowie. Gonił on wielobarwnego motyla. Zbliżali się do mostu przecinającego niewielką rzekę płynącą prze pola. Matka dojrzała czarny kształt na jednej z barierek mostu. To chyba był ptak… Kruk? Zdziwiła się. W tej okolicy nie było kruków. Gdy chłopak wbiegł na most ptak wzbił się w powietrze i odleciał z biegiem rzeki. Mały dobiegł do połowy mostu i nagle się zatrzymał.
- Mamusiu! – krzyknął – Mamusiu! Zobacz, łódka!
Zaintrygowana kobieta przyspieszyła kroku. Po chwili była już przy dziecku.
Rzeczywiście, w stronę mostu płynęła niewielka łódka. Niebyło widać pasażera więc kobieta pomyślał ze po prostu porwał ją prąd rzeki, lub wydarzyło się coś podobnego. Jednak gdy łódka zbliżyła się do mostu zmroziło ją. W łódce leżała dziewczyna. Ubrana była w długą czarną sukienkę a we włosy miała wpięty krwistoczerwony kwiat. Na jej twarzy malowało się coś pomiędzy smutkiem a ulgą. W dłoniach złożonych na piersiach trzymała zakrwawiony sztylet.
- Mamusiu…. Czy ta pani zasnęła..?
- Tak synku… Zasnęła… - powiedział powoli i pogłaskała go po głowie.
Oboje patrzyli za odpływającą łódką. W oddali roznosiło się krakanie kruka…
6.07.2013
Krzyk
Biegła korytarzem. Popsute świetlówki migały na przemian pogrążając go w ciemności to zalewając światłem. Nerwowy, urywany oddech roznosił się w przestrzeni. Potykała się co chwila i upadała. Jednak zawsze natychmiast się podnosiła i biegła dalej. Pomimo przeszywającego bólu w kolanie, pomimo tego że prawie nic nie widziała. Przy kolejnym upadku obejrzała się za siebie. Czarna postać zbliżała się do niej. Mimo iż wydawać się mogło że idzie powoli, była naprawdę blisko. Korytarz zdawał się ciągnąć w nieskończoność. Gruchniecie w kolanie. Noga odmówiła jej posłuszeństwa. Zwaliła się ciężko na ziemię. Postać była coraz bliżej.
- Odejdź! – krzyknęła.
Starała się czołgać ale zmęczone ciało przestawało reagować. Gdy padł na nią cień, wszystkie lampy pogasły a ona zemdlała.
~~~~
Obudziła się znowu w tym pokoju. Znowu przed nią stali. Znowu mówili to samo.
- Nie masz się czego bać. Nikogo tu nie ma.
Wyszli, a czarna sylwetka stała w kącie i tylko tykanie zegara udowadniało że ten świat jeszcze istnieje.
Krzyk.
17.12.2013
Akt
Siedziała bezwładna na fotelu. Szare, puste, niewidzące oczy. Białe
włosy sięgające do szczęki. Czarna, przykrótka, powycierana sukienka.
Ile już tak trwała? Nie wiedziała. Czas stracił dla niej znaczenie.
Ciche stuknięcie mechanizmu. Bateria naładowana. Powoli, mechanicznym
sztywnym ruchem podniosła się. Stanęła, przywołała na twarz i ruszyła
odegrać kolejny akt swojego życia.
23.01.2014
Będę czekać gdy będzie padał deszcz a ty będziesz się spóźniać. W deszczu świat wydaje się piękniejszy.
Będę czekać gdy przyjdziesz do mnie i będziesz płakać, poczekam a potem mocno cię przytulę. Bo słowa nie są potrzebne.
Będę czekać gdy się rozchorujesz i po raz kolejny przełożymy spotkanie. Wyglądasz uroczo gdy masz katar.
Będę czekać gdy pokłócimy się i odejdziesz w gniewie. Sumienie nie pozwoli na to i pogodzimy się.
Będę czekać nawet jeżeli wyjedziesz gdzieś daleko i nie wrócisz przez wiele lat. Bo kiedyś w końcu wrócisz.
A jeśli kiedyś odejdziesz z tego świata... poczekaj na mnie. Dołączę do ciebie.
Będę czekać...
Będę czekać gdy będzie padał deszcz a ty będziesz się spóźniać. W deszczu świat wydaje się piękniejszy.
Będę czekać gdy przyjdziesz do mnie i będziesz płakać, poczekam a potem mocno cię przytulę. Bo słowa nie są potrzebne.
Będę czekać gdy się rozchorujesz i po raz kolejny przełożymy spotkanie. Wyglądasz uroczo gdy masz katar.
Będę czekać gdy pokłócimy się i odejdziesz w gniewie. Sumienie nie pozwoli na to i pogodzimy się.
Będę czekać nawet jeżeli wyjedziesz gdzieś daleko i nie wrócisz przez wiele lat. Bo kiedyś w końcu wrócisz.
A jeśli kiedyś odejdziesz z tego świata... poczekaj na mnie. Dołączę do ciebie.
3.03.2014
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz